• Mateusz Medyński

No i stało się. Grzebanie przy sądach przynosi pierwsze zapowiadane skutki na skalę europejską

Mam już szczerze dość pesymizmu. Miałem więc napisać coś krzepiącego o tym, jak polska gospodarka podniesie się z kolan, jak polscy przedsiębiorcy sobie świetnie dadzą radę, bo są przyzwyczajeni do tego, że żaden rząd im nigdy nie pomagał i do tego Polacy są szalenie pomysłowi, ale dostałem taką fangę w nos od klienta, że muszę o tym napisać, bo przyczyna jest przerażająca. I znów będzie straszno (i niestety nie śmieszno).


Otóż mam fajnego zagranicznego klienta, spory bank z kraju członkowskiego UE. Robię dla niego ciekawą restrukturyzację na kilkadziesiąt milionów EUR i Klient ten ostatnio przestał się odzywać.


Nic dziwnego, myślę sobie, w końcu lockdown, pewnie wszyscy siedzą w domu z dziećmi i kręcą głupie filmiki do wrzucenia do internetu (budowle z papieru toaletowego, śmieszne koty i psy, standard). Będąc jednak wścibskim gościem spytałem Klienta (oraz reprezentującą go kancelarię, która jest moim łącznikiem) o co chodzi. I się cholibka, dowiedziałem…


Otóż bankowi bardzo podoba się moja dotychczasowa praca i chętnie by kontynuował, ale przed przedłużeniem współpracy, dział kontrolingu zgłosił zastrzeżenia do finansowania prawnika z Polski. Dlaczego? Bo polskie sądy już nie są niezawisłe, a zatem polski system sprawiedliwości nie gwarantuje prawidłowego wykorzystania pieniędzy banku. Zażądali więc zasad ładu korporacyjnego dla kancelarii prawnych (dostali) oraz przepisów o przeciwdziałaniu korupcji i finansowaniu terroryzmu (dostali). Podziękowali, ale same istnienie stosownych ustaw nie wystarcza, konieczne jest jeszcze sprawiedliwe sądownictwo, które egzekwowania tych ustaw będzie bronić. Teraz oni muszą to wszystko sprawdzić, ponieważ korzystanie z usług prawników z Polski w ich oczach (a bank jest duży, więc zakładam, że nie chodzi tylko o poddawanie się panice, ale o realną zmianę postrzegania naszego kraju) obarczone jest ryzykiem nieprawidłowego wykorzystania środków, bowiem w oczach rządu tegoż państwa członkowskiego UE Polska nie gwarantuje już sprawiedliwego procesu, w przypadku gdyby środki te zostały źle wykorzystane (jak rozumiem np. na łapówki). Wszystko z powodu demontażu Sądu Najwyższego oraz Trybunału Konstytucyjnego. Byłem w takim szoku, że spytałem ich o to wprost i potwierdzili (dodając przy okazji, że śledzili rozwój sytuacji z dużym zaniepokojeniem i jest im bardzo przykro).


Szczęka mi opadła. Polska, po 30 latach budowania wizerunku uczciwego państwa prawa musi się teraz tłumaczyć, że nie jest jakimś bantustanem, gdzie rolą prawnika nie jest spór merytoryczny przed sądem, tylko negocjowanie wysokości łapówki dla sędziego czy urzędnika. Wiecie ile lat będziemy wietrzyli nasz wspólny dom z tego smrodu?

Oczywiście, prof. Strzembosz, prof. Łętowska oraz wszystkie inne znamienitości świata prawniczego niemalże do znudzenia powtarzali, że demontaż niezawisłego sądownictwa odbije się nam czkawką na arenie międzynarodowej i większość prawników (w tym ja) spodziewała się reakcji świata na to zjawisko, ale jedno to rozmawiać o tym w teorii, a drugie dostać takie stanowisko na piśmie od wieloletniego klienta. To się dzieje naprawdę kochani.


Takich stanowisk będzie więcej. Wyobraźcie sobie, że już teraz potencjalni inwestorzy w polską gospodarkę (bez których nie ma żadnej gospodarki, historie o tym, że Państwo będzie jedynym i innowacyjnym inwestorem można włożyć między bajki i to niestety bajki z lat trzydziestych poprzedniego wieku) podnoszą wskaźnik ryzyka inwestycji w Polsce do poziomu Ukrainy albo Białorusi, których stan sądownictwa jest delikatnie rzecz ujmując nieoptymalny. Za chwilę będziemy musieli się tłumaczyć z własnego trójpodziału władzy (a właściwie jego braku) jak jakaś republika bananowa.

Koniec równego traktowania na rynku UE, koniec swobody wymiany towarów i usług. Na papierze wszystko zostanie po staremu, ale w praktyce wszyscy będą się od nas domagali dodatkowych zapewnień i gwarancji, a wielu inwestorów zwyczajnie zrezygnuje, bo Polska będzie dla nich zbyt niepewnym rynkiem.


Wygląda na to, że zbyt mało z nas (w tym niestety wyborcy) rozumie, że każde działanie ma swoje konsekwencje, a te następują, czy nam się to podoba czy nie.

275 wyświetleń0 komentarzy